Sobota, 11 października 2025 roku. Warszawa, Klub Stodoła. Już od popołudnia tłumy fanów Julii Wieniawy zaczęły gromadzić się przy wejściu. Rodziny z dziećmi, przyjaciele i młodzi ludzie w każdym wieku. Wszyscy mieli coś, co mówiło o tej artystce — na koszulkach, plakatach, niektórzy mieli wydrukowane i ozdobione gadżety, a niektórzy nawet sami zaprojektowali coś z imieniem Julii. Ekscytująca energia niosła również nutę nerwowości – od momentu, gdy ktokolwiek zobaczył scenę, poczuł  dreszcze tego koncertu przepływające przez żyły. Niektórzy z tłumu puszczali najnowsze piosenki, a chór natychmiast śpiewał je razem. Dzieci zaczęły skakać, młode ręce unosiły się w powitaniu; starzy fani uśmiechali się, śpiewali i mruczeli. Rozmowy w środku były emocjonalne. "Nie mogę się doczekać!" – krzyknęła jedna dziewczyna do przyjaciółki. "Jestem naprawdę, naprawdę przytłoczony emocjami, myśląc o tym, to mój pierwszy koncert Julii!" – powiedział chłopak trzymający plakat. "Powinniśmy zrobić zdjęcie, żeby pokazać naszym znajomym!" – powiedział inny, ustawiając aparat w telefonie. Dźwięk śpiewających fanów unosił się w powietrzu, wśród zapachów kawy, perfum i liści. Każda sekunda utkwiła mi w pamięci.Gdy bramy oficjalnie się otworzyły, tłum ludzi wpadł w szał w klubie. Wszyscy chcieli zająć świetne miejsce, zwłaszcza blisko sceny. Ludzie skakali i machali rękami, robili zdjęcia i nagrywali filmy — niektórzy wieszali banery lub przekazywali sprzęt innym fanom do użycia. W tle cicho grała muzyka, a technicy za kulisami dokonywali ostatnich poprawek: mikrofony, reflektory, ekran LED, dym sceniczny. Atmosfera była napięta, ale pełna ducha. Klub powoli się zapełniał. Na wszystkich etapach obecni byli ludzie w każdym wieku: młodzi, studenci, czasem dorośli z chłopcami i dziewczynkami, seniorzy. Każdy reagował inaczej — niektórzy śpiewali, inni robili zdjęcia sceny, a jeszcze inni po prostu komentowali przygotowania do koncertu. Każda sekunda mijała w napięciu. Wszyscy śpiewali, niektórzy robili zdjęcia lub patrzyli na siebie nawzajem z radością, inni czekali biernie na rozpoczęcie koncertu, a niektórzy stali, nie mogąc się doczekać, aż przygotowania do występów nabiorą tempa. Coś w powietrzu stało się elektryczne. Jeden z fanów powiedział, że kilka razy przyjeżdżał  na koncert z innego miasta. W oddali muzyka unosiła się w kawałkach, a dzieci krzyczały imię Julii w tle. W pewnym momencie pojawił się mężczyzna z gitarą — ćwiczył akordy, czekając na rozpoczęcie koncertu; scena ożyła, zanim jeszcze zagrano otwierający dźwięk. O 20:00 światła zgasły, a potem rozbłysły na scenie jasnymi kolorami. Rytm czerwieni, błękitów, złota i fioletów odbijał się w momencie otwarcia pierwszymi dźwiękami koncertu. Julia Wieniawa weszła na scenę w lśniącej srebrnej sukni, a tłumy wiwatowały dziko. Brzmiało to, jakby śpiewała z głębi serca w całej sali, jej głos był tak bezpośredni, że wypełniał pomieszczenie. Słyszałam, jak ludzie skaczą i machają rękami oraz śpiewają refreny z nią — młodzi i starzy, dzieci i rodzice — w rytmie muzyki. Julia często witała publiczność, pytając: "Warszawo, czy jesteście gotowi na niezapomnianą noc?" – a odpowiedzi były głośne i radosne. Następnie publiczność zaczęła tańczyć i śpiewać pierwsze piosenki - "Sobą tak" i "Kocham". Potem tłum tańczył i krzyczał razem z radości. Starsi kiwali głowami powoli, młodsi skakali, dzieci machały rękami i próbowały dosięgnąć sceny. Muzyka i rytmy same w sobie przyciągały uwagę publiczności od samego początku; każdy klask, skok i okrzyk radości wydawał się wywoływać emocjonalną reakcję. Julia dołączyła do publiczności, uśmiechając się do fanów, którzy krzyczeli i śmiali się. Reflektory zmieniały kolory w zależności od nastroju piosenki — błękity i fiolety w spokojnych utworach, czerwienie i złota w dynamicznych. Lekki dym sceniczny osiadał nad publicznością niemal teatralnie. Ekrany LED wyświetlały wizualizacje – czasem abstrakcyjne, innym razem krajobrazy, odzwierciedlające muzykę. Byli tylko Julia i fani. Stanęła przy barierkach i przybiła piątkę — i uśmiechała się do słuchaczy z transparentami. Wszyscy klaskali, a niektórzy nawet płakali ze wzruszenia. Mała dziewczynka miała transparent z imieniem Julii, a artystka kiwała głową i uśmiechała się do niej. W tłumie mężczyzna trzymał balon z napisem "Kochamy Julię" — wszyscy wiwatowali. Julia zagrała kilka ballad: „Na ustach” i „Będę tam” z albumu „Światłocienie”.


Zapadła cisza — wszyscy byli tak skupieni, że można było niemal wyczuć napięcie i klarowność. Kilka osób zamknęło oczy, starając się naprawdę poczuć, co piosenka wyraża na poziomie emocjonalnym; inni nagrywali krótkie klipy na swoich telefonach. Starsi ludzie kiwali głowami w rytm muzyki, młodsi śpiewali cicho, dzieci siedziały obok rodziców, trzymając się za ręce. Gdy atmosfera w sali zbliżała się do niemal magicznej ciszy, co obserwowałam, z wyjątkiem głosów, które zagłuszały ją szmerem ludzi siedzących w sali, Julia zaśpiewała „Kolor”, wykonała kilka improwizowanych gestów — przeszła przez barierkę, wyciągnęła obie ręce do fanów i uśmiechnęła się. Rozległy się okrzyki radości. Niektórzy płakali, inni się śmiali, niektórzy dołączyli do artystki w śpiewaniu. Z nieco większej odległości widz mógł dostrzec, że niektórzy młodzi fani nagrywali niektóre ze swoich wspomnień na dłużej. Potem przyszła pora na bardziej dynamiczne utwory. Julia wykonała także „Wybaczam”, „Boczne skoki” i „Tanie komplementy”. Energia w sali natychmiast wzrosła. Dzieci skakały, klaskały, chwiały się; młodzież tańczyła do muzyki. Artystka wchodziła w interakcję z publicznością — przybijając piątki, reagując na okrzyki fanów, uśmiechając się, a kilku odważnych fanów machało transparentami, na co Julia odpowiadała krótkimi okrzykami. Dzieci podchodziły, sięgając po dotknięcia na scenie; rodzice z uśmiechem pomagali im. Reflektory zamieniały się w rytmy piosenek — niebieskie, fioletowe, czerwone, złote kolory — światła migotały  w powietrzu przez salę. Lasery przecinały pomieszczenie, stając się rodzajem kalejdoskopu świetlnego, w którym pojawiała się publiczność. Dym sceniczny powoli unosił się nad publicznością, a dynamiczne diagramy pojawiały się na nowoczesnych ekranach LED, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć emocjonalny stan nastroju każdej piosenki. Julia przebrała się ponownie — srebrna sukienka, czarny kombinezon z cekinami i długi płaszcz. Każdy nowy kostium pasował do nastroju piosenki i nadawał charakter klubowi. Publiczność komentowała każdą stylizację: szepty, podziw, krótkie okrzyki: „Tak pięknie!” W pewnym momencie scena zgasła. Julia rozpoczęła premierę „Światłocienie”. Przedni panel trząsł się i tańczył; inni stali w publiczności, obserwując i uśmiechając się. W każdym przypadku emocje były malowane na ich twarzach. Julia powiedziała na koniec koncertu otwierającego: „Warszawo, jesteście niesamowici! To jeden z tych wieczorów, których nigdy nie zapomnę.”Zabrzmiały oklaski, okrzyki i radosne wiwaty w sali. Ale oczywiście, w następnych kilku rzędach fani chcieli bisu. Julia wróciła na scenę i zaśpiewała akustycznie „Kocham” — a potem kilka swoich hitów.Wszyscy wstali, śpiewali razem z piosenkarką, machali rękami, robili zdjęcia co minutę. Julia przybijała piątki fanom w pierwszych rzędach, uśmiechając się i kiwając głową, odpowiadając na każde ich wykrzykiwanie. Tłum śmiał się, płakał, tańczył — i śpiewał razem z Julią. Wszystkie reakcje były spontaniczne, szczere, pełne pasji. Ludzie opuszczali scenę bardzo powoli po koncercie, nucąc melodie, komentując kluczowe momenty wieczoru i dzieląc się wrażeniami. Rozmowy wypełniały korytarze sali o Julii ,niektórzy wspominali, co miała na sobie, inni mówili, że “Światłocienie” to najlepszy jej numer. Z szerokimi uśmiechami ludzie śpiewali niektóre frazy z refrenów długo po opuszczeniu sali. Koncert Julii Wieniawy w Warszawie był doświadczeniem pełnym zarówno radości, jak i głębokich, sentymentalnych uczućm, a także euforii. To był wspaniały wieczór wypełniony kreatywną muzyką. Julia pokazała, że potrafi być profesjonalna i autentyczna, a jednocześnie mogłam zobaczyć, że publiczność potrafiła oddać tę energię i jednoczyć się razem w muzyce i doświadczeniu emocji. To było coś, co Warszawa będzie pamiętać przez długi czas, a wielu czuło, że byli częścią czegoś wielkiego, że to było coś więcej niż koncert; byli częścią wspólnej miłości do muzyki.


Komentarze